Recenzja: Analogs / Prawda „Vinyl punx” — nowa świecka tradycja

Pewnych rzeczy na punk rockowej scenie nie da się nie zauważyć. I nie mam tu na myśli rosnącej średniej wieku muzyków, lecz coraz większą rolę nośnika jakim jest płyta winylowa. Coraz więcej muzyki wydawana jest wyłącznie na winylach, tak więc po latach, nieco przyparty do muru postanowiłem wzbogacić swój zestaw audio o gramofon.

Pierwszą, historyczną winylową pozycją, którą opisze jest inauguracyjne wydawnictwo z serii „Vinyl punx” będącej kooperacją Lou & Rocked Boys z Oldschool Records. Z tego, co wyczytałem, w głównej mierze mają to być splity, na których zespoły prezentują po jednym premierowym utworze i jednym coverze. Na pierwszy ogień poszły dwie flagowe grupy dla obu labeli: Analogs i wracająca na scenę Prawda, dla której są to pierwsze studyjne nagrania po dziesięcioletniej przerwie.


Landebahn Rowdy Bag — polska torba do zadań specjalnych

Jeśli tylko mam taką możliwość to uprawiam konsumencki etnocentryzm — a mówiąc wprost, staram się wspierać polskie marki. Ostatnie lata to mocny rozkwit małych, ciekawych manufaktur i niszowych producentów robiących solidną robotę i dobrej jakości produkty. Tak więc szukając torby, która sprosta urokom częstego przemieszczania rozejrzałem się po lokalnym rynku. No i tak w wielkim skrócie trafiłem na Landebahn.


Recenzja: Chupacabras „DOM” — zaskakująco dobra robota z Krakowem w tle

Oj udała się Chupacabras ta płyta. Nie wiem czym krakowska ekipa zajmowała się przez ostatnie siedem lat, bo tyle dzieli „DOM” od „Iluminacji”, ale z pewnością nie był to zmarnowany czas. Słychać, że przez lata w głowach krakowskich muzyków nazbierało się dużo dobrych pomysłów, którym upust dano na pierwszym w dyskografii zespołu koncept-albumie. Klamrą, która spaja wszystkie historie opowiedziane przez Chupacabras jest Kraków — jego miejskie legendy i historie z kronik policyjnych. Oczywiście nie te współczesne, a sięgające wiele lat wstecz.


Czad Festiwal 2017 — Offspring w końcu zagrał bisa

Piąta jubileuszowa edycja Czad Festiwalu zapowiadała się jako impreza ze sporym rozmachem — pięć dni, pięć scen, pięćdziesięciu artystów. Na bogato. Pierwsze ogłoszenia w postaci takich ekip jak Billy Talent czy Anti-Flag mocno rozbudziły moje nadzieje, ale później napięcie lekko siadło, a line-up zaczął się rozchodzić w różnych, lekko niepokojących. Po raz pierwszy na rockowym festiwalu pojawili się DJ’e, co nie do końca pasuje do profilu tego typu imprezy, ale ma swoje uzasadnienie biznesowe. Finalnie line-up i tak wyglądał całkiem nieźle, ale z różnych przyczyn pięćdziesięciu koncertów zobaczyć mi się nie udało.



Recenzja: CF98 „Story makers” — nowy, lepszy rozdział

Są w Polsce zespoły, którym kibicuję od dawna. W praktycznie każdym odłamie punk rocka jest jeden band, za który szczególnie trzymam kciuki. W wąskiej jak dżinsy gimnazjalistki niszy jaką jest polski melodic-punk od lat moim faworytem jest krakowski CF98. Zespół mierzący się z licznymi zmianami składu i różnej maści problemami dnia codziennego wrócił ostatnio z nowym składem i świeżym albumem „Story makers”. Mam wrażenie, że w tak dobrej formie ekipa pod wodzą Karoliny nie była już dawno.


Relacja: Męskie Granie w Krakowie — klasyka punka i muzyczny eklektyzm

Męskie Granie objeżdża Polskę już po raz ósmy, ale dopiero pierwszy raz udało mi się wybrać na tę imprezę. Po tym, co wczoraj dane mi było usłyszeć i zobaczyć trochę żałuję. Męskie Granie 2017 to koncertowa maszyna dopięta na ostatni guzik. Zarówno pod względem organizacyjno-technicznym jak i pod względem line-upu, który na żywo prezentował się znacznie lepiej niż na papierze. Koncerty wieczoru? Przede wszystkim Pink Freud / Punk Freud, Artur Rojek i wszędobylska Brodka.



Recenzja: Włochaty „Głośniej od bomb” — trzydzieści lat romantycznego buntu

Włochaty był jednym z zespołów, od których rozpoczynałem swoją przygodę z punk rockiem. Mój stosunek do obchodzącego swoje trzydziestolecie bandu przez lata się zmieniał. Był etap fascynacji, był etap irytacji, a po kilku latach przerwy i przesłuchaniu nowego krążka jest pełna akceptacja. Wprawdzie na „Głośniej od bomb” usłyszymy tylko cztery nowe utwory — bo resztę płyty zajmuje przekrojowy materiał z poprzednich albumów — to kierunek jaki obrał współczesny Włochaty, a także konsekwencja i upór zasługują na szacunek.


Recenzja: Zbeer „Live and loud” — powrót śląskich łobuzów

Nigdy nie byłem wielkim fanem twórczości Zbeera, ale pamiętam, że ich debiut „Time to unite” wywołał w swoim czasie spore poruszenie. Mimo tego, że brzmiał dość biednie to w zamierzchłym 2000 roku granie polskiej odmiany street-punka było w trendzie. A przynajmniej tak to wspominam. Zbeera wyróżniało bardziej prostolinijne niż w przypadku The Analogs podejście do grania, dość zabawnie z perspektywy czasu brzmiące solówki i charakterystyczne teksty. Proste, chuligańskie historie o piciu piwa w osiedlowym bistro i ulicznych bójkach. Miało to swój osobliwy urok. Później moje kontakty ze Zbeerem dość mocno się rozluźniły, a ostatniego, wydanego przed dziesięcioma laty studyjnego albumu nawet nie słyszałem. No ale na nim historia Zbeera się nie skończyła.


Recenzja: „Kedi — sekretne życie kotów” — hołd dla miejskich kotów ze Stambułu

Zawsze lubiłem koty, ale odkąd mieszkam z jednym z przedstawicieli tego zacnego gatunku to moja fascynacja tymi zwierzakami stała się dla niektórych trochę przesadna. Są jednak więksi fani kotów ode mnie. Ot taka Ceyda Torun, reżyserka i producentka z Turcji, która w swoim najnowszym filmie „Kedi” w fascynujący sposób sportretowała codzienne życie kilku mruczących mieszkańców Stambułu.



Recenzja: Yellow Horse „My little girl” — klimat, klimat, klimat

O dokonaniach Steel Velvet pisałem już dużo i dobrze, ale nie samym hard-rockiem strzyżowska ekipa żyje. Połowa składu Steel Velvet, w postaci śpiewającego basisty Pawła i gitarzysty Dominika, założyła wraz z odpowiadającym za perkusjonalia Mateuszem nowy band, Yellow Horse. Wciąż jest to granie z mocnym sentymentem do lat 80’ a czasem wręcz i 60’ ubiegłego wieku, ale założenie jest zupełnie inne. Steel Velvet to ściana gitar i rozkręcone na 11tkę lampowe wzmaki podłączone do paczek 4x12 Marshalla. Yellow Horse to z kolei akustyczne, klimatyczne, ale i bardziej rozrywkowe granie z cajonem zamiast perkusji.



Recenzja: Henry No Hurry „The road” — krótko, subtelnie i bez pośpiechu

Henry No Hurry to ten sam Henry, który stoi za projektem Henry David’s Gun. Pod angielskim pseudonimem skrywa się Wawrzyniec Jan Dąbrowski, który od lat błąka się po obrzeżach alternatywnej sceny. Oprócz wspomnianej grupy udzielał się między innymi w Letters From Silence i Nocnym SuperSamie, jednak jego minimalistyczny, solowy projekt nie nawiązuje do tych alt-rockowych czasów. „The road” wydaje się logicznym następstwem debiutu Henry David’s Gun, w którym dominowały nostalgiczne, akustyczne i indie-folkowe brzmienia. Tak jest i tym razem.


Wywiad: Over The Under — powstrzymać disco-polowe tsunami

Znacie zespół Over The Under? Ja też nie. Ale niebawem będzie można ich zobaczyć na koncertach praktycznie wszędzie gdzie się da. Southern metalowy band z Bydgoszczy wpadł na dość niecodzienny pomysł. Chłopaki pozbędą się okowów pracy na etacie i ruszą w trasę koncertową po Polsce. Trasę nie byle jaką, bo zagrają aż 100 koncertów. Dzień po dniu. W Polsce. Jak się o tym dowiedziałem to wziąłem ich na spytki. Czy w tym szaleństwie jest metoda?


Recenzja: „London Town” — familijne kino z punk rockiem w tle

Jak zobaczyłem na fejsie zwiastun „London town” to pomyślałem „w końcu jakaś fabuła o The Clash”. No cóż niezupełnie tak jest. Choć grana przez Rhysa Meyersa postać Joe Strummera, jest w filmie jedną z kluczowych to „London town” opowiada zupełnie inną historię. Historię młodego chłopaka z leżącego nieopodal stolicy miasteczka i jego dwóch młodzieńczych fascynacji. Fascynacji dziewczynami i fascynacji punk rockiem. Obie te sprawy są w filmie mocno powiązane. Tak jak w życiu.



Recenzja: Poison Heart / Bomb The World „Monsterace” — punk’n’roll na solidnym poziomie

Ze splitami bywa zazwyczaj tak, że jeden band wypada zdecydowanie lepiej od drugiego. W przypadku „Monsterace” walka jest wyjątkowo wyrównana. W kategorii punk’n’roll wagi półciężkiej mierzą się stołeczny towar eksportowy Poison Heart z pochodzącymi z krainy smogu wawelskiego załogantami z Bomb The World. Konkurencja to twórczość własna plus jeden cover.



Recenzja: Harusha „Tysiąc lat” — na ten moment jest średnio

Mam problem z tą płytą. Przyznam, że z ciekawością czekałem na pełnowymiarowy debiut Harrego z The Analogs, ale po przesłuchaniu „Tysiąca lat” mam wrażenie, że mamy do czynienia z lekkim falstartem. Mimo tego, że część materiału na płycie pochodzi z zamierzchłego 2010 roku to efekt końcowy jest raczej średni i sprawia wrażenie płyty kleconej na szybko.


Relacja: Impact „Festival” 2017 (czyt. System Of A Down w Krakowie)

Zanim przejdę do podzielenia się wrażeniami z wczorajszego koncertu System Of A Down w Krakowie to warto zastanowić się nad jedną kwestią. Czy Impact, będący faktycznie koncertem trzech zespołów można nazwać festiwalem? Nie. Ale kto to wiedział, gdy ogłoszono, że kolejny Impact będzie w Krakowie a headlinerem ma być System Of A Down? Oprócz organizatorów pewnie nikt więcej. Live Nation zaliczył wcale niemały fail, ale samo zaproszenie Systemu do Krakowa było wystarczającym powodem żeby ściągnąć do Tauron Areny publikę większą niż na ostatnim koncercie Green Day.


Recenzja: Strike You Down „Nie jesteśmy święci” — opowieści z miasta maczet

Kraków w ostatnim czasie mocno uaktywnił się wydawniczo. Nowe płyty wydały zasłużone składy CF98, Bomb The World i Chupacabras, ale nie brakuje też nowych ekip — takich jak hard-core’owy Strike You Down. Zespół na swoim debiucie „Nie jesteśmy święci” udowadnia, że nie bawi się w półśrodki i potrafi solidnie przyłoić.


Recenzja: Kolaboranci „Wirus międzynarodowy” — w starym piecu buntownik nie rdzewieje

Zdaje sobie sprawę, że Kolaboranci to dla wielu żywa legenda szczecińskiego undergroundu, ale jakoś nigdy nie mogłem się przekonać do ich twórczości. Teoretycznie niczego im nie brakuje, ale ta pokombinowana formuła punk rocka w ich wykonaniu zawsze była dla mnie ciężkostrawna. Ot taka awangarda punka, gdzie jest więcej miejsca na połamane rytmy i nieoczywiste patenty niż na melodię i konkretne dołożenie do pieca. „Wirus międzynarodowy” potwierdza, że styl grupy nie uległ wielkiej ewolucji — a to pewnie dobra informacja dla miłośników zespołu.

Co warto zobaczyć, albo i nie, na Majorce

Nie samą muzyką Sylwester żyje. Przez lata miałem okazję zwiedzić kawałek świata, ale jakoś nigdy nie dzieliłem się szerzej swoimi doświadczeniami w tym zakresie. W tym roku odwiedziłem Majorkę i robiąc research przed wyjazdem, postanowiłem, że jak wrócę to dorzucę parę zdań od siebie w temacie co warto zobaczyć, jakie miejsca odwiedzić i gdzie zjeść na Majorce.

Recenzja: Cock Sparrer „Forever” — jest dobrze

Minęło całe dziesięć lat od ostatniego albumu legendy angielskiego street-punka, ale przyznam szczerze, że wieść o nowym wydawnictwie, mimo tego była dla mnie sporym zaskoczeniem. Zwłaszcza, że wszystko wydarzyło się błyskawicznie: jest info, zaraz potem singiel i bach, mamy płytę. Płytę, która z pewnością zadowoli wszystkich tych, którzy czekali na nowe piosenki Cock Sparrera.



Recenzja: Pleasure Trap „ Hell called earth” — historia o chłopakach, którzy zawsze chcieli być modsami, ale urodzili się w Polsce o kilkanaście lat za późno

Ekipa nowa, ale jak to na niezależnej scenie bywa, twarze dobrze znane. Warszawskie trio Pleasure Trap tworzą muzycy z takich projektów jak nieistniejące już bandy The Lunatics i Warsaw Dolls czy działający obecnie Lazy Class. Jednak w odróżnieniu od tych grup bazą muzyki tworzonej przez Pleasure Trap nie jest punk rock, a stylistyka vintage z nastawieniem na modsowskie klimaty.


Rockowy przegląd whisky

Pod koniec kwietnia na polskim rynku pojawiła się whisky Motorhead Single Malt XXXX. Choć ten wyprodukowany przez szwedzką destylarnię Mackmyra trunek powstał jeszcze za życia Lemmy’ego Kilmistera, w 2015 roku, na 40-lecie założenia zespołu, do Polski dotarł z opóźnieniem. Taka premiera to dobra okazja do przyglądnięcia się powiązaniom między whisky a sceną rockową, bo Motorhead to nie jedyny band, który może pochwalić się swoją sygnowaną łychą.



Recenzja: Marek Gajczak, Leszek Gnoiński, „Jarocin, po co wolność” — o tym jak komercja zabija mniej lub bardziej szlachetne idee

Leszek Gnoiński od lat uzupełnia luki filmograficzne w temacie polskiej sceny rockowej. Reżyserował już serial „Historia polskiego rocka”, później miał mocny strzał z kinowym „Beats of Freedom — Zew wolności”, aż przyszła pora na stopniowe zawężanie tematu, czego przykładem jest właśnie „Jarocin, po co wolność”, a także film o kultowym klubie Fugazi „Centrum wszechświata”, który swoją premierę będzie miał już niebawem. W lutym na DVD ukazał się „Jarocin, po co wolność”, którego współreżyserem i współscenarzystą był Marek Gajczak, doświadczony operator filmowy, montażysta i reżyser.

Recenzja: Non Serviam „Speranda” — z punk rocka się nie wyrasta

Zacznijmy od ciekawostki. Materiał, który znalazł się na tej płycie nagrano i zmiksowano w maju 1998 roku. „Speranda” miała ukazać się wtedy na CD i winylu, ale plany wzięły w łeb, a zespół Non Serviam przeszedł w stan hibernacji, która trwała blisko dwadzieścia lat. Aż tu pewnego dnia zespół postanowił wrócić do krainy żywych, a że miał już gotowy materiał, to czemu by go nie wydać? I tak dzięki staraniom muzyków, „Speranda” w końcu ujrzała światło dzienne. Gdyby ta płyta ukazała się we właściwym czasie to na pewno wyróżniłaby się bardziej niż teraz.


Recenzja: Workplace „Never too late” — taki ładny, amerykański

Coś delikatnie drgnęło na polskiej pop-punkowej scenie. Niedawno pisałem o debiutanckiej EPce Cookie Break a ostatnio trafił do mnie utrzymany w podobnym klimacie nowy materiał Workplace. Tytuł czteroutworowej EPki, „Never too late”, sugeruje, że każdy czas na granie pop-punka jest dobry. Czy na pewno? To się dopiero okaże, ale muszę przyznać, że mimo swej delikatności płyta chłopakom wyszła elegancko.


Recenzja: Booze & Glory „Chapter IV” — dojrzała oi młodzież

„Chapter IV” już po samej okładce zapowiada pewną zmianę w obliczu Booze & Glory. Poprzednie płyty zdobiły martensy, podwinięte jeansy, laurowe wieńce i elementy typowe dla wizerunku oi’owego bandu. Tutaj mamy front oldschoolowego amerykańskiego Cadillaca Geronimo, co dość zaskakująco kontrastuje z poprzednimi okładkami. Czy taka wolta jest odczuwalna również w muzyce?

Recenzja: Me And That Man „Songs of love and death” — Nergal nawrócony na bluesa

Nowy projekt Adama Nergala Darskiego i Johna Portera to marketingowy majstersztyk. Już dawno nie było w mediach tak dużo szumu o płycie z rockowego pogranicza. Nawrócony na bluesa Nergal eksplorujący korzenie rock’n’rolla to wydarzenie bardziej chwytliwe niż przemiana Agnieszki Chylińskiej w młodocianego skinheada. Sam fakt współpracy Darskiego z Porterem zaciekawia, a co dopiero efekty ich wspólnego grania. Dla Portera półakustyczne kawałki z pogranicza bluesa, americany i rock’n’rolla to nie pierwszyzna, za to Nergala nagranie tej płyty musiało kosztować sporo odwagi. Jednak słychać, że dla Adama ta nowość jest szczególnie ekscytująca.

Recenzja: Do Góry Nogami „Do góry nogami” — po swojemu i na przekór

Starsza młodzież z Olkusza nie składa broni. Mimo tego, że nastoletnie czasy minęły bezpowrotnie, to w sercach muzyków Do Góry Nogami tli się jeszcze jakiś punk rockowy sentyment. Dowodem rzeczowym w sprawie jest debiutancka płyt tego olkuskiego trio, która może i nie hołduje współczesnym modom, ale broni się całkiem nieźle.

Recenzja: Datum Vyroby „Nervak” — melodic na poziomie

Z jaką muzyką kojarzy się Słowacja? Szybki przegląd mojej kolekcji płyt uświadomił mi, że nie chodzi o black metal. Swoją drogą growl ze słowackim tekstem musi brzmieć interesująco. Jednak jak dla mnie Słowacja od lat jest krajem, gdzie melodyjne punk rockowe granie niezmiennie ma swoją silną reprezentację. Patrząc też na popularność takich grup jak Ine Kafe czy czeskie Rybicky 48 czuć, że takie granie trafia tam na podatny grunt. Podobną, amerykańską szkołę jazdy uprawia Datum Vyroby z Bardejova — jednak w przypadku tej ekipy znacznie bliżej im do scenowego melodic-punka spod znaku Warped Tour niż do pop-punkowych słodziaków z telewizora.

Recenzja: Francesco Spampinato „Art record covers” — na styku muzyki i sztuki

W czasach postępującej digitalizacji muzyki i powolnego odchodzenia od fizycznych nośników okładka płyty nie wydaje się już tak bardzo istotna. Jednak kto, tak jak ja pamięta zamierzchłe przedinternetowe czasy albo po prostu kocha muzykę i jej namacalny wymiar ten wie jak bardzo ważnym elementem jest oprawa graficzna płyty. Wydany na pełnym wypasie album „Art record covers” jest hołdem dla projektujących okładki artystów, grafików i fotografików oraz muzyki stojącej za ich pracami.

Recenzja: Die Abstürzende Brieftauben „Doofgesagte leben länger” — udany powrót do przeszłości

Kto by się spodziewał, że Die Abstürzende Brieftauben wróci w 2016 roku z nową płytą. Na pewno nie ja. A jednak to prawda. Klasycy niemieckiej szkoły wesołego i prostego jak drut fun-punka na krążku „Doofgesagte leben länger” wypuścili aż 16 nowych piosenek, które brzmią tak, jakby od ostatniego krążka Brieftaubenów dzielił je rok. A nie 26 lat.

Recenzja: Dizel „M.I.L.F.” — rock’n’rollowy smog nad Wawelem

Już wiadomo skąd w Krakowie tyle smogu. Dizel na swoim drugim albumie ostro dołożył do pieca, a że zamiast ekogroszku pali winylami Motorhead to efekt nie może być inny. Opar jest konkretny a atmosfera gęsta, jednak każdy, kto lubi brudne rock’n’rollowe klimaty i zwartą ścianę gitar poczuje się przy tej płycie jak u mamy w domu.

Recenzja: Nocny Kochanek „Zdrajcy metalu” — porządnie aczkolwiek zbyt śmieszkowo

Śmieszkowanie jest w cenie i zatacza coraz szersze kręgi. Kto by pomyślał, że dosięgnie nawet polską scenę metalową, która zawsze wydawała się smutnawa i śmiertelnie poważna. Czasy się zmieniają, a dowodem rzeczowym w sprawie jest nowa płyta Nocnego Kochanka — żartobliwego alter ego heavy metalowej grupy Night Mistress.


Recenzja: Aimee Song „Pokaż swój styl” — instagram dla opornych

Teoretycznie nie należę do grupy docelowej tego dzieła. Ani kolorystyka okładki, ani tytuł szczególnie nie zachęca. Jednak sama tematyka instagramu to sprawa już bardziej uniwersalna. Powiedzmy sobie szczerze — czym się różni użytkowniczka insta robiąca flat lay swojej torebki i szpilek od wydziaranego od stóp do głów wegańskiego sxe publikującego zdjęcia dziar, tofu i tunelów w uszach? Nie oszukujmy się. Cel jest taki sam, a drogę do jego osiągnięcia w luźny i zdystansowany sposób pokazuje Aimee Song. Niewiele mi to nazwisko wcześniej mówiło, ale jej profil na insta obserwuje obecnie 4,3 miliona ludzi. To sporo. Mój kot ma dużo, dużo mniej, a i tak wszyscy go znają ;)

Recenzja: Diaboł Boruta „Widziadła” — więcej metalu

O debiucie Diaboła Boruty napisałem, że to polska odpowiedź na twórczość Korpiklaani. Drugiej płyty Borutów nie da się już tak zwięźle sklasyfikować, bo stylistycznie już tak klarownie nie jest. Na „Widziadłach” zespół mocno stawia na metal. Są blasty, pojawiają się growle, lecz nadal wszystko osadzono w energetycznym folk-metalowym sosie i słowiańskiej mitologii.

Relacja: Green Day i The Interrupters w Krakowie — konkret i profesjonalizm

Wczoraj zobaczyłem na żywo kolejny band ze swojej koncertowej bucket list. Muzyka Green Day towarzyszyła mi od najmłodszych lat i mimo przelotnych fascynacji różnymi gatunkami punk rocka ekipa Billiego Joe zawsze gdzieś przez mój odtwarzacz się przewijała. Ich płyty, oglądane w internecie koncerty i sam styl gry miały na mnie bardzo duży wpływ. W sumie to nawet nie zdawałem sobie sprawy jak duży, bo nawet to, jaką gitarę wybrałem jako swoje pierwsze poważne wiosło, oraz to jak nisko ją wieszałem było w dużej mierze inspirowane Green Dayem. No cóż, taka prawda. Trochę to trwało, ale w końcu udało mi się zobaczyć swoją młodzieńczą fascynację na żywo i powiem jedno. Patrząc na Green Day człowiek ma wrażenie, że czas stanął w miejscu.

Recenzja: Cookie Break „Going nuts” — ciasteczka po kalifornijsku

W Rzeszowie mamy obecnie minus tysiąc stopni, a powieki zamarzają przy mruganiu. W Poznaniu podobno sytuacja wygląda inaczej. Jest ciepło, przyjemnie, palmy delikatnie poruszają się na wietrze, a skąpo ubrane dziewczęta jeżdżą na rolkach po nadmorskiej promenadzie. Eee… sorry tak sprawy wyglądają w Kalifornii, ale poznaniacy z Cookie Break zupełnie się tym nie przejmują.


10 najciekawszych podkarpackich płyt z 2016 roku

Ostatnia część noworocznych podsumowań. Tym razem skupiamy się na naszym lokalnym, podkarpackim podwórku, na którym nie zabrakło ciekawych wydawnictw. Jak zawsze jest bardzo różnorodnie. Cieszy też coraz lepsza jakość wydania płyt, bo pod tym względem widać duży krok naprzód. No to lecimy. Kolejność alfabetyczna.