Pomimo okrojonego składu i akustycznego brzmienia Yellow Horse ma wszystko, co potrzebne do rozbujania sympatycznej imprezy dla sentymentalnych fanów złotych czasów rocka. Na ten moment zespół stawia głównie na covery, ale z tego, co wiem za jakiś czas światło dzienne ujrzy w pełni autorski materiał chłopaków. Oczywiście utrzymany w jedynym słusznym klimacie ;) Zapowiedzią jest tytułowy kawałek z tej trzyutworowej EPki. No i tak szczerze, jest to najlepszy numer na płycie. Słychać, że ekipa jest dobrze osłuchana w muzyce lat 80' i dobrze wie, jak zrobić numer, który doskonale siedzi w klimacie i nie trąci przy tym myszami. Oprócz własnego utworu EPkę dopełniają dwa covery: sympatyczna przeróbka „Burning love” Denisa Linde, znana między innymi z wykonania Elvisa Presleya, oraz „Please don’t leave me” z repertuaru Pretty Maids.
Na tej EPce nie pasują mi tylko dwie rzeczy: nieco przekombinowana solówka Dominika w „My little girl” i cover Pretty Maids. „Please don’t leave me” nawet w swojej oryginalnej hard-rockowej wersji ekstremalnie zalatuje dancingiem. Oj zdecydowanie nie moje klimaty. Jednak mimo tych mankamentów całość wypada przekonywująco i nieźle się tego słucha.
Yellow Horse to na pewno nie granie dla ortodoksów. Oj zdecydowanie nie. Ale w pubie przy piwku chętnie bym sobie takiego akustycznego rock’n’rolla posłuchał. Lubię tych gości i ich podejście do tematu. Czekam na płytę.
7,5/10
Yellow Horse „My little girl”, wyd. własne, czerwiec 2017