Recenzja: Yellow Horse „My little girl” — klimat, klimat, klimat

O dokonaniach Steel Velvet pisałem już dużo i dobrze, ale nie samym hard-rockiem strzyżowska ekipa żyje. Połowa składu Steel Velvet, w postaci śpiewającego basisty Pawła i gitarzysty Dominika, założyła wraz z odpowiadającym za perkusjonalia Mateuszem nowy band, Yellow Horse. Wciąż jest to granie z mocnym sentymentem do lat 80’ a czasem wręcz i 60’ ubiegłego wieku, ale założenie jest zupełnie inne. Steel Velvet to ściana gitar i rozkręcone na 11tkę lampowe wzmaki podłączone do paczek 4x12 Marshalla. Yellow Horse to z kolei akustyczne, klimatyczne, ale i bardziej rozrywkowe granie z cajonem zamiast perkusji.



Recenzja: Henry No Hurry „The road” — krótko, subtelnie i bez pośpiechu

Henry No Hurry to ten sam Henry, który stoi za projektem Henry David’s Gun. Pod angielskim pseudonimem skrywa się Wawrzyniec Jan Dąbrowski, który od lat błąka się po obrzeżach alternatywnej sceny. Oprócz wspomnianej grupy udzielał się między innymi w Letters From Silence i Nocnym SuperSamie, jednak jego minimalistyczny, solowy projekt nie nawiązuje do tych alt-rockowych czasów. „The road” wydaje się logicznym następstwem debiutu Henry David’s Gun, w którym dominowały nostalgiczne, akustyczne i indie-folkowe brzmienia. Tak jest i tym razem.


Wywiad: Over The Under — powstrzymać disco-polowe tsunami

Znacie zespół Over The Under? Ja też nie. Ale niebawem będzie można ich zobaczyć na koncertach praktycznie wszędzie gdzie się da. Southern metalowy band z Bydgoszczy wpadł na dość niecodzienny pomysł. Chłopaki pozbędą się okowów pracy na etacie i ruszą w trasę koncertową po Polsce. Trasę nie byle jaką, bo zagrają aż 100 koncertów. Dzień po dniu. W Polsce. Jak się o tym dowiedziałem to wziąłem ich na spytki. Czy w tym szaleństwie jest metoda?


Recenzja: „London Town” — familijne kino z punk rockiem w tle

Jak zobaczyłem na fejsie zwiastun „London town” to pomyślałem „w końcu jakaś fabuła o The Clash”. No cóż niezupełnie tak jest. Choć grana przez Rhysa Meyersa postać Joe Strummera, jest w filmie jedną z kluczowych to „London town” opowiada zupełnie inną historię. Historię młodego chłopaka z leżącego nieopodal stolicy miasteczka i jego dwóch młodzieńczych fascynacji. Fascynacji dziewczynami i fascynacji punk rockiem. Obie te sprawy są w filmie mocno powiązane. Tak jak w życiu.



Recenzja: Poison Heart / Bomb The World „Monsterace” — punk’n’roll na solidnym poziomie

Ze splitami bywa zazwyczaj tak, że jeden band wypada zdecydowanie lepiej od drugiego. W przypadku „Monsterace” walka jest wyjątkowo wyrównana. W kategorii punk’n’roll wagi półciężkiej mierzą się stołeczny towar eksportowy Poison Heart z pochodzącymi z krainy smogu wawelskiego załogantami z Bomb The World. Konkurencja to twórczość własna plus jeden cover.