Recenzja: Analogs / Prawda „Vinyl punx” — nowa świecka tradycja

Pewnych rzeczy na punk rockowej scenie nie da się nie zauważyć. I nie mam tu na myśli rosnącej średniej wieku muzyków, lecz coraz większą rolę nośnika jakim jest płyta winylowa. Coraz więcej muzyki wydawana jest wyłącznie na winylach, tak więc po latach, nieco przyparty do muru postanowiłem wzbogacić swój zestaw audio o gramofon.

Pierwszą, historyczną winylową pozycją, którą opisze jest inauguracyjne wydawnictwo z serii „Vinyl punx” będącej kooperacją Lou & Rocked Boys z Oldschool Records. Z tego, co wyczytałem, w głównej mierze mają to być splity, na których zespoły prezentują po jednym premierowym utworze i jednym coverze. Na pierwszy ogień poszły dwie flagowe grupy dla obu labeli: Analogs i wracająca na scenę Prawda, dla której są to pierwsze studyjne nagrania po dziesięcioletniej przerwie.


Landebahn Rowdy Bag — polska torba do zadań specjalnych

Jeśli tylko mam taką możliwość to uprawiam konsumencki etnocentryzm — a mówiąc wprost, staram się wspierać polskie marki. Ostatnie lata to mocny rozkwit małych, ciekawych manufaktur i niszowych producentów robiących solidną robotę i dobrej jakości produkty. Tak więc szukając torby, która sprosta urokom częstego przemieszczania rozejrzałem się po lokalnym rynku. No i tak w wielkim skrócie trafiłem na Landebahn.


Recenzja: Chupacabras „DOM” — zaskakująco dobra robota z Krakowem w tle

Oj udała się Chupacabras ta płyta. Nie wiem czym krakowska ekipa zajmowała się przez ostatnie siedem lat, bo tyle dzieli „DOM” od „Iluminacji”, ale z pewnością nie był to zmarnowany czas. Słychać, że przez lata w głowach krakowskich muzyków nazbierało się dużo dobrych pomysłów, którym upust dano na pierwszym w dyskografii zespołu koncept-albumie. Klamrą, która spaja wszystkie historie opowiedziane przez Chupacabras jest Kraków — jego miejskie legendy i historie z kronik policyjnych. Oczywiście nie te współczesne, a sięgające wiele lat wstecz.


Czad Festiwal 2017 — Offspring w końcu zagrał bisa

Piąta jubileuszowa edycja Czad Festiwalu zapowiadała się jako impreza ze sporym rozmachem — pięć dni, pięć scen, pięćdziesięciu artystów. Na bogato. Pierwsze ogłoszenia w postaci takich ekip jak Billy Talent czy Anti-Flag mocno rozbudziły moje nadzieje, ale później napięcie lekko siadło, a line-up zaczął się rozchodzić w różnych, lekko niepokojących. Po raz pierwszy na rockowym festiwalu pojawili się DJ’e, co nie do końca pasuje do profilu tego typu imprezy, ale ma swoje uzasadnienie biznesowe. Finalnie line-up i tak wyglądał całkiem nieźle, ale z różnych przyczyn pięćdziesięciu koncertów zobaczyć mi się nie udało.