Recenzja: Włochaty „Głośniej od bomb” — trzydzieści lat romantycznego buntu

Włochaty był jednym z zespołów, od których rozpoczynałem swoją przygodę z punk rockiem. Mój stosunek do obchodzącego swoje trzydziestolecie bandu przez lata się zmieniał. Był etap fascynacji, był etap irytacji, a po kilku latach przerwy i przesłuchaniu nowego krążka jest pełna akceptacja. Wprawdzie na „Głośniej od bomb” usłyszymy tylko cztery nowe utwory — bo resztę płyty zajmuje przekrojowy materiał z poprzednich albumów — to kierunek jaki obrał współczesny Włochaty, a także konsekwencja i upór zasługują na szacunek.


Słuchając nowych kawałków Włochatego czuć, że Conflict pokrył się już odrobinę kurzem, a obecnym wzorcem dla szczecińskiej załogi stał się raczej Anti-Flag. Nowe kawałki to melodyjne, punkowe petardy, bez nadużywanego w przeszłości przegadania, a do tego całość wsparto chórkami i fajnie zrobionymi gitarami czerpiącymi z patentów amerykańskiej szkoły grania. Jest dobrze. Zwłaszcza „Niepodległości dzień” zapowiada się na koncertowy wymiatacz. Dojrzalej brzmią również teksty, które przestały być tak czarno-białe i przepełnione patosem jak niegdyś. To mi się podoba. No i w końcu można powiedzieć, że Włochaty brzmi, bo z realizacją nagrań w przeszłości bywało różnie. Nowy wokalista też radzi sobie całkiem nieźle.

Nowy materiał zdecydowanie się broni, za to część „best of” nie do końca mi pasuje. Przede wszystkim przez niespodziewany dobór kawałków podsumowujących 30 lat grania. „Uniesiony dumą”, „Nie chcę przeminąć”, „Nikt nas nie pytał”, „Twoje życie w Twoich rękach”, „Nie powiem ci nic” — tego na tej płycie nie znajdziecie. Mamy za to najgorszą z możliwych wersję „Credo” z fatalnym saksofonem. No nie Panowie, tak się nie robi.

Jak wspominałem Włochaty nie miał szczęścia do dobrych studiów nagrań. Najdobitniej słychać to w utworze „Bank światowy”, który przed laty ukazał się na winylowej EPce. Oj nie brzmi to dobrze. Płyta „Zmowa” także wiele straciła przez swoją garażową realizację. Szkoda, bo mam wrażenie, że takie wpadki zatrzymały przed laty rozwój tego zespołu. No i jeszcze ta nieodwzajemniona miłość do saksofonu. Nie wiem, gdzie oni znaleźli tego saksofonistę, ale nie był to wybitny muzyk. Jedynie w dość nietypowym jak na standardy Włochatego wieńczącym płytę utworze „Pani A” gra całkiem ciekawie. Choć ten kawałek bardziej pasowałby do Muzyki Końca Lata niż do klasyków polskiego anarcho-punka. Ciekawe jakby z tym dwuznacznym aczkolwiek dobrze wpisującym się w romantyczny bunt Włochatego tekstem poradził sobie Bartosz Chmielewski. To mogłaby być fajna kolaboracja.

Odnośnie tekstów, niestety niewiele straciły ze swej aktualności. Zwłaszcza „Uderzaj teraz”, który w kontekście ostatnich wydarzeń dobitnie pokazuje, że historia lubi się powtarzać. Niestety…

Oceniając z perspektywy nowych numerów — jest naprawdę dobrze. Oceniając z perspektywy części podsumowującej dotychczasowe dokonania zespołu — mogłoby być lepiej. No i szkoda, że wkładka do płyty jest taka uboga i ogranicza się wyłącznie do kilku współczesnych, koncertowych zdjęć i publikacji nowych tekstów. Takie wydarzenie jak trzydziestolecie zespołu można lepiej ograć w tym zakresie. Mam nadzieję, że na czterdziestolecie doczekamy się jakiegoś wypasionego boxu. No i tego Włochatemu życzę. Tematów do pisania nowych tekstów z pewnością im nie zabraknie.

7,5/10
Włochaty „Głośniej od bomb”, wyd. Pasażer, czerwiec 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz