Wywiad: Kazik Staszewski i Wiesław Weiss - Powtórne narodziny Kultu

We wrześniu 2009 roku ukazała się płyta „Hurra” – premierowy krążek ekipy Kazika Staszewskiego – a w listopadzie książka „Kult. Biała Księga – czyli wszystko o wszystkich piosenkach”. „Biała Księga” to prawie sześćsetstronicowy, bogato ilustrowany album zgłębiający całą historię i twórczość Kultu autorstwa redaktora naczelnego czasopisma „Teraz Rock” Wiesława Weissa. O Kulcie i pracach nad książką z Kazikiem Staszewskim i Wiesławem Weissem rozmawiał Sylwester Zimon.

Fot: SZ

Jak wyglądały prace nad „Białą Księgą”? Słyszałem o jakichś kosmicznych ilościach nagranych wywiadów, które się na nią złożyły.

Wiesław Weiss: Nagrań rzeczywiście było sporo. W tej chwili już nie pamiętam dokładnie, ale było tego jakieś dwieście pięćdziesiąt godzin. W zasadzie wszystkie te rozmowy bardzo starannie spisałem. Z samym Kazikiem rozmawiałem jakieś osiemdziesiąt godzin. Z Jankiem Grudzińskim czterdzieści godzin. Z Morawcem chyba dziesięć godzin, ale więcej by się chyba nie dało. Oczywiście było to rozłożone na wiele spotkań (śmiech). Różnie to było. Samych muzyków Kultu z różnych składów wychodzi około dwadzieścia osób, a rozmawiałem też z różnymi innymi osobami: z Jerzym Zalewskim – reżyserem filmu „Tata Kazika” – z Anią – żoną Kazika – z realizatorami nagrań czy z szefami wytwórni płytowych, które wydawały Kult. Jednak nie wszystkich muzyków udało się znaleźć. Nie znalazłem Tadeusza Kisielińskiego – perkusisty jednego z pierwszych składów Kultu.

Jak to jest możliwe złożyć tyle materiałów w spójną całość?

WW: Ciężko było, ale jakoś się udało (śmiech). Prace nad książką trwały długo, bo jakieś półtora roku. Chociaż z drugiej strony to nie tak wiele, bo Leszek Gnoiński, który napisał ostatnio skromniejszą objętościowo książkę o zespole Myslovitz zwierzył mi się, że pracował nad nią cztery lata.

Kazik Staszewski: Chciałbym dodać, że pomysł napisana książki padł ze strony Wieśka w grudniu 2007 roku, więc przejście od pomysłu do przemysłu zajęło nam dwa lata. Od razu podszedłem do „Białej Księgi” z dużym entuzjazmem. Postawiłem tylko jeden warunek, żeby książkę wydało wydawnictwo mojego syna (Kosmos Kosmos – przyp. S.Z.), co się udało.

Może warto pójść teraz krok dalej i napisać książkę „Wszystko o wszystkich piosenkach Kazika”?

KS: Od razu zaświtał mi w głowie taki pomysł, ale dajmy sobie teraz trochę luzu. Chciałbym, żeby coś takiego nastąpiło w przyszłości. Musimy poczekać. Tak samo, jak musimy teraz poczekać na jakąkolwiek moją nową płytę. Nagranie „Hurry” kosztowało mnie sporo wysiłku, zwłaszcza, że przyjąłem na siebie wiele obowiązków, w których byłem absolutnym debiutantem (Kazik był producentem płyty – przyp. S.Z.). Z kolei, mimo, że Wiesiek był główną siłą sprawczą książki, to też przy niej uczestniczyłem. Teraz się trzeba trochę poopierdzielać żeby z nową energią przystąpić do robienia nowych rzeczy.

Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego na płycie „Hurra” nie pojawiła się książeczka z tekstami? Czy to znak, że muzyka jest ważniejsza od słów?

KS: Stoję na stanowisku, że piosenka to piosenka. To nie jest wiersz wyrwany z kontekstu muzycznego, który można czytać. Za wyjątkiem płyty „Your eyes”, nad której stroną artystyczną czuwał Marek Kościkiewicz i Bartek Szałański, który robił okładkę i zamieścił teksty, na co nie zwróciłem wtedy uwagi. To na żadnej płycie Kultu nie pojawiły się teksty. Piosenka jest do słuchania z muzyką. Zresztą, w miarę wyraźnie śpiewam. Jedna z koleżanek mojej mamy mówiła, że wyraźniej ode mnie śpiewa tylko Michał Bajor. Teksty pojawiły się jeszcze na płytach z piosenkami mojego ojca, ale to nie jest zwyczaj żebyśmy je drukowali. Ale jeżeli ktoś chce poczytać to odsyłam na naszą półoficjalną stronę staszewski.art.pl gdzie można znaleźć wszystko.

Ostatnimi czasy było głośno o wypłynięciu płyty „Hurra” przed premierą do Internetu. Czy wydanie „Białej Księgi”, która kosztuje 150 złotych, jest próba rekompensaty za straty wynikłe z kradzieży płyty?

KS: Chciałem dodać, że to właśnie w Rzeszowie nasza płyta poszła w sieć. Książka nie jest żadną rekompensatą, bo mimo tego incydentu płyta Kultu sprzedaje się rewelacyjnie. Firma, z której nagrania wyciekły, poczuła się w obowiązku zrekompensowania nam wszystkich szkód, jakie wynikły do momentu premiery. Po premierze to już nie kontroluje się podobnych historii. „Biała Księga” jest próbą napisania w pełni skończonego kompendium wiedzy o Kulcie i wyłącznie o to nam chodziło.

No właśnie. Wydaliście nową płytę. Teraz jest książka, która podsumowuje całą działalność Kultu. Niektórzy mogą się obawiać, że może to być oznaka końca zespołu.

KS: Nie. Większość ludzi chwali naszą ostatnią płytę, co mi schlebia. „Biała Księga” to absolutnie fantastyczna pozycja literacka i albumowa. To są jakby nasz powtórne narodziny. To dopiero początek Kultu.

(wywiad ukazał się w miesięczniku studenckim Pressja 11.2009)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz