Wywiad: Czarno-Czarni - Recepta na pękające szkliwo

Niewiele jest w Polsce tak charakterystycznych zespołów jak Czarno-Czarni. Grupa, która powstała jako poboczny projekt muzyków zespołów Big Cyc i Bielizna zafascynowanych brzmieniem lat 60., w krótkim czasie stała się suwerennym tworem. W listopadzie 2009 roku Czarno-Czarni wydali swoją piątą płytę „Nudny świat”. Z tej okazji porozmawiałem z wokalistą zespołu – Jarkiem Janiszewskim i basistą – Dżej Dżejem.

Fot: Piotr Lis (materiały prasowe)


W 2009 roku wyszła nowa płyta Bielizny i wznowienie jej dwóch pierwszych płyt. Doczekaliśmy się też nowego albumu Czarno-Czarnych. Czy rok 2009 był rokiem Jarka Janiszewskiego?

Jarek Janiszewski: Tak się dziwnie ułożyło, że dwie płyty z moim udziałem ukazały się obok siebie. Odstęp czasowy powinien być znacznie większy, ale rozmowy z firmami fonograficznymi były drażniąco żałosne. Zarówno Czarni jak i Bielizna od dawna nie mieli nowych płyt na rynku, stąd presja, aby o sobie przypomnieć. Czy to był mój rok? Nie miałem takich ambicji. Najważniejsze to trzymać odpowiednio wysoki poziom swoich dokonań. Mam nadzieję, że oba zespoły pozytywnie wyróżniają się na tle rodzimych wykonawców, którzy bardzo często tworzą teksty, od których pęka szkliwo na uzębieniu.

Na nowy album Czarno-Czarnych fani musieli czekać aż pięć lat. Co się stało? Z tego, co kojarzę to klip do promującego płytę utworu „Nudny świat” pojawił się w sieci już w 2007 roku.

Dżej Dżej: Piosenkę "Nudny Świat" nagraliśmy wcześniej, bo była to nasza propozycja na festiwal w Opolu. Nie mieliśmy wtedy pojęcia, że będzie to utwór tytułowy na nowej płycie. Numer przepadł na festiwalu, a koncepcja nowego wydawnictwa zmieniała się dość często. Musieliśmy odczekać jakiś czas, by nabrała właściwego kształtu. Chcieliśmy by nowy album był spójny stylistycznie.

Czy wciąż, jak na początku działalności, nagrywacie płyty na sprzęcie z epoki czy jednak korzystacie z dobrodziejstw nowoczesnej technologii?

D.D.: Staramy się chociaż nie jest to proste. Studia są dziś bardzo nowoczesne, a nasze brzmienie to stylizacja na dźwięki z lat 60. nagrywane w bardzo prosty sposób na urządzeniach lampowych. To trudne do odtworzenia. Korzystamy na przykład z bardzo starego urządzenia klawiszowego Ace Tone, które odkupiliśmy od Tercetu Egzotycznego.

Jak w ogóle udało się wam zdobyć tak interesujących gości na „Nudnym świecie”? Interesujący jest zwłaszcza brawurowy udział Urszuli.

D.D.: To są oczywiście kontakty prywatno towarzyskie. Nagrywamy z osobami, które lubimy i które lubią nas. Stąd udział Ani Rusowicz, Urszuli czy Holly Shepherd. Zasada jest taka, że musimy nadawać na jednakowych falach, inaczej z takiej współpracy nie wychodzi nic dobrego.

Pytanie do Jarka Janiszewskiego. Według jakiego klucza rozdzielane są teksty, tzn. który pójdzie do Bielizny, a który do Czarno-Czarnych. Czy jest tak, że bardziej poważna twórczość prezentowana jest w Bieliźnie, a lekkie, zabawne teksty idą do Czarno-Czarnych?

J.J.: Przy pisaniu tekstów obowiązuje jeden klucz – muzyka. To ona jest główną inspiracją. W przypadku Bielizny twarde riffy skłaniają do bardziej zakręconych ujawnień. Konwencja Czarno-Czarnych to zdecydowanie bardziej pogodne klimaty. Zawsze jednak staram się, aby nawet  błahe, miłosne tematy, były podane w sposób charakterystyczny tylko dla mnie. Nie dzielę tekstów na wesołkowate i zakręcone. Zawsze przystępuję do pisania, kiedy gotowy jest materiał dźwiękowy. Jestem bardzo krytyczny w stosunku do swoich dokonań. Zanim zaakceptuję ostateczną wersję tekstu, kilka kartek ląduje w koszu. Mam nadzieję, że oba moje zespoły sprawiają przyjemność odbiorcom. Najpierw można popaść w melancholię przy Bieliźnie, a potem powoli wracać do siebie przy Czarno-Czarnych.

(wywiad ukazał się w miesięczniku studenckim Pressja 12.2009)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz