Recenzja: Lej Mi Pół „Fabryka męskości” – nowy wymiar wyrafinowanego dowcipu

Mam problem z tym zespołem. Może dlatego, że nie załapałem się na odsiadkę w gimnazjum? Lej Mi Pół są niczym ekskluzywny nocny klub – żeby czerpać z bogatego zasobu jego dobrodziejstw trzeba przejść selekcję. Już sama okładka oraz widniejące na niej ostrzeżenie („Zawiera chujowe rymy i dźwięki”) dobitnie mówi, że coś jest na rzeczy.


Fabryka męskości” kontynuuje formułę znaną z debiutanckiej „Skoliozy odbytu”,  z której pochodziły takie przeboje jak „Pedofil”, „Prętem po jajach” czy „Nakurwiaj salto”. Niewiele się tu zmienia, choć otwierający album kaenżetowy „To nie my!” alter-ego o nazwie Odbytofonika zaskakuje, jednak następny w kolei „Bimber” wraca na tory punkowo-rockowej klasyki. Muzycznie króluje rockowe granie nawiązujące do amerykańskiego pop-punka. Proste, melodyjne i wpadające w ucho. Są pewne odchyły jak wspomniane „To nie my!”, core’owa „Fabryka” czy akustyczny „Inżynier pedał”, ale to wyjątki. Muzycznie Lej Mi Pół prezentuje się może nie ambitnie, ale sympatycznie. Płyta brzmi fachowo i lepiej od debiutu. Podciągnęły się zwłaszcza wokale. W „Młodszym bracie” mamy nawet delikatną harmonię na refrenie. Ładnie chłopaki, ładnie. Jeszcze trochę i na Must Be The Qtas można jechać.

Muzyka nie odbiega od normy. Zupełnie inny problem to specyficzne teksty zespołu. Jeśli lubisz chamskie lub genitalne żarty o pedałach, odbytach i dymaniu w dupę to jesteś w domu. Lej Mi Pół sprawnie porusza się w tego typu tematyce. Najlepiej wrzucić parę cytatów. Żart romantyczny: „Każdy odbyt, kiedy krwawi jest jak serce Lady Gagi, każdy odbyt, kiedy płacze to ruszają się zwieracze” („Odbyt”).  Żart z podtekstem politycznym: „Lato, Rydzyk, Kręcina lecieli samolotem i mieli syna, co miał mordę jak świnia” („Kręcina”). Żart studencki: „Andrzej, kurwa, weź spierdalaj, my nie mamy czasu, musimy do rana wypić ten alkohol, czy ty myślisz, że studia to zabawa? Przecież spirytus nie wypije się sam (…) To my, to my chłopaki z polibudy wolimy alkohol niż dupczyć, dupczyć dupy” („Polibuda”). Żart sportowy: „Ah ten Lewandowski, straszna z niego menda, tutaj cztery bramki a ze Słowacją bryndza, co ja mam poradzić, tak chujowo grają, a na zachodzie to zapierdalają” („Bundesliga”). Żart na tle rasowym: „Rudy Cygan ma wspaniałą rodzinę, mama i tata chodzą do roboty (do roboty?)” („Rudy Cygan”). Żart językowy: „Kiedy gram sobie w ping-ponga, ping-pang, ping-pang, ping-pang, pong, pong, ping-pang, ping-pang, pong, ja już dobrze wiem, że dzisiaj będę bimber, piiiił” (“Bimber”). Długo by wymieniać. Piosenek wraz z żartobliwymi przerywnikami jest 27, a płyta trwa lekko ponad 50 minut, więc dawka jest solidna. Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, dla których Lej Mi Pół jest tak zabawne, że przez te 50 minut będą musieli cztery razy zmieniać bieliznę. Chłopaki serwują debilne żarty, ale jest to czasem nawet zabawne (w przeciwieństwie do polskich telewizyjnych kabaretów). The Bill z czasów „Sex&Roll” był jednak bardziej finezyjny, ale może to znak czasów, że żart musi być teraz podany prosto w ryj?
 
Czy „Fabryka męskości” to dobra płyta? Niezręczne pytanie. Z Lej Mi Pół jest trochę tak jak z masturbacją. W pewnym wieku nie wypada przyznawać się do tego publicznie. Jako podsumowanie wrzucę komentarz, który znalazłem pod jednym z kawałków Lej Mi Pół na youtube: „Chamsko, ordynarnie... czyli zajebiście jak zawsze panowie :D...

Lej Mi Pół „Fabryka męskości”, Odbyt Rekords, październik 2014

1 komentarz: