Rockowy przegląd whisky

Pod koniec kwietnia na polskim rynku pojawiła się whisky Motorhead Single Malt XXXX. Choć ten wyprodukowany przez szwedzką destylarnię Mackmyra trunek powstał jeszcze za życia Lemmy’ego Kilmistera, w 2015 roku, na 40-lecie założenia zespołu, do Polski dotarł z opóźnieniem. Taka premiera to dobra okazja do przyglądnięcia się powiązaniom między whisky a sceną rockową, bo Motorhead to nie jedyny band, który może pochwalić się swoją sygnowaną łychą.



Motorhead Single Malt XXXX

Lemmy znany był z zamiłowania do mieszania whisky z colą, ale przy takim trunku coś takiego zdecydowanie nie jest wskazane. Whisky Motorhead to produkt z górnej półki, który wyprodukowano przez uznaną szwedzką destylarnię Mackmyra. Co ciekawe, muzycy nie tylko użyczyli swojego wizerunku, ale również aktywnie uczestniczyli w procesie jej powstawania. Jak podaje producent, zespół samodzielnie wybierał beczki i konsultował ostateczne efekty z master blenderką destylarni, Angelą D’Orazio. Whisky leżakowała przez 5 lat w beczce po Bourbonie, a następnie przez prawie rok w beczce po sherry Oloroso. W jej smaku i aromacie można wyczuć miód, orzechy, wanilię, migdały, rodzynki, owoce cytrusowe, tytoń i estragon. Chyba, że zmieszasz ją z colą…




Aureum 1865 Grave Digger Edition

Kolejny single malt w zestawieniu to whisky Aureum sygnowana logo metalowej grupy Grave Digger. Aureum to podobnie jak Grave Digger reprezentacja Niemiec, a trunek wytwarzany jest przez destylarnię Brennerei Ziegler z Freudenbergu. Na pomysł stworzenia własnego whisky wpadł gitarzysta grupy Axel Ritt, który nad kompozycją smaku współpracował z zespołem i specjalistami Zieglera. Efekt to 6-letnia whisky dojrzewająca przez pierwszy rok w nowych francuskich dębowych beczkach z Allier i beczkach z kasztanowca, która później przez kolejne 5 lat trzymana jest w sezonowanych beczkach po bourbonie. Smaku rozkopanych grobów raczej w niej nie znajdziecie.


Flaming Lips Brainville Rye Whiskey

Penetrujący rejony eksperymentalnego rocka band The Flaming Lips również doczekał się własnego trunku. Amerykanie zdecydowali się na krajową kolaborację i do współpracy przy żytniej whiskey zaprosili FEW Spirits z Illinois. Jak na psychodeliczny zespół przystało nie jest to standardowa wariacja na temat whiskey. Oprócz żyta, kukurydzy i jęczmienia w składzie znalazły się francuskie drożdże z Loire Valley, które dodają do smaku owocowe aromaty, których w typowej whiskey nie znajdziecie. Nazwę „Brainville” zaczerpnięto z tytułu jednego utworów z płyty „Clouds Taste Metallic” z 1995 roku. Wyprodukowano 5000 butelek, a nakład jeszcze się nie wyczerpał.


HammerFall Legacy of Kings oraz Hammerfall Imperial 18 Year Old

Szwedzcy heavy-metalowycy z HammerFall w swojej łychografii doczekali się aż dwóch pozycji. Pierwsza, limitowana edycja whisky Legacy of Kings wyprodukowana została po wydaniu albumu „(r)Evolution” z 2014 roku przez szkocką destylarnię Highfern. Single malt Legacy Of Kings leżakuje w beczkach po sherry i bourbonie czemu zawdzięcza swój długi finisz. Druga sygnowana logo Hammerfall whisky to Imperial 18YO, którą wypuszczono na rynek dla uczczenia 18tej rocznicy wydania swojej debiutanckiej płyty czyli „Glory to the Brave” z 1997 roku. Ponownie jest to szkocka whisky, ale tym razem przygotowała ją jedna z najstarszych destylarni z rejonu Speyside — William Lundie & Company. Mam wrażenie, że Hammerfall lepiej wychodzi produkcja whisky niż muzyki. Choć wyznam skrycie, że „Glory to the Brave” swego czasu słuchałem całkiem sporo.


The Rolling Stones' 50th Anniversary Suntory

Najdroższa whisky w zestawieniu z ceną sięgającą rekordowe 6300$ za sztukę to trunek stworzony w 2012 roku dla uczczenia 50-lecia The Rolling Stones. Japończycy z Suntory Liquors zajmują się whisky od lat 20-tych XX wieku, ale dla Stonesów przygotowali coś naprawdę wyjątkowego. Blendowaną whisky rozlano do 150 sztuk kryształowych butelek w kształcie charakterystycznego logo zespołu z ustami i wystającym językiem. Co ciekawe w składzie wykorzystano składniki z istotnych dla zespołu lat — od założenia zespołu w 1962 roku, po pierwszy koncert w japońskim Tokyo Dome w 1990 roku. Nie obraziłbym się gdybym na 50-lecie swojej działalności muzycznej otrzymał podobne wyróżnienie. Ostatecznie może być dobra nalewka.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz