Recenzja: Castet „Twardsi niż najtwardsza garda” — my jesteśmy polskie punki, wódę w ryj lejemy dzbankiem

Jak widać po tytule, będącym cytatem z numeru „Lej w ryj”, moda na straight edge na Śląsk jeszcze nie dotarła. Ale cóż to by był za dramat, gdyby hard-core’owi miłośnicy kwadracioka przerzucili się na sojowe latte. Nikt nie wie, co przyniesie los, ale czas skończyć te fantazje i wrócić do teraźniejszości. A na ten moment, na czwartym pełnowymiarowym materiale spod znaku silesia attack znajdziemy 17 świeżych numerów zagranych w niecałe 25 minut — czyli szybki i konkretny kopniak w szczenę w Castetowym stylu. Po prostu lata 80’ amerykańskiego hard-core’a w bezkompromisowym śląskim wydaniu.

Castet to przede wszystkim celna punkowa publicystyka w wykonaniu Fakira, który bez litości rozprawia się ze scenowymi modami i przywarami. Rock Na Bagnie, Woodstock, moda na barberów, facebook, oświadczenia na forach internetowych, selfie — każde z tych zjawisk musi zmierzyć się z ciosem Castetem między oczy. Osobnego potraktowania doczekała się nawet jedna z najbardziej żenujących historii w dziejach polskiego punk rocka, czyli Ireneusz Jeż i przejęcie przez niego zespołu Defekt Muzgó. Sprawa tak bardzo absurdalna, że pozwolę sobie jej nie komentować. Za to Castet skomentował te internetowe perypetie w celny i dowcipny sposób. No i fajnie. Za kilkadziesiąt lat punkowi archeolodzy będą rozszyfrowywać opowiastkę o sparzonych dłoniach Irasa. 

Na nowym Castecie nie zabrakło gości. Swoje wokale nagrali załoganci z Heavy Runner, Booze & Glory, Counterweight, After Laughter, Icon Of Evil, a także postać z zupełnie innej muzycznej bajki, czyli hip-hopowy Sztigar Bonko reprezentujący nietuzinkowe połączenie klimatów Cypress Hill z gwarą śląską. Ta ostatnia kooperacja przez swój egzotyczny urok wypadła najciekawiej.

Jako bonus mamy trzy covery — „Dla ciebie staczam się” Klinczu, „Piekło na ziemi” Moskwy oraz „Kanalizacja” z repertuaru zapomnianej ekipy Jezus Chytrus Oi! Może i ten ostatni kawałek miał być z założenia żartobliwy, ale w tym przypadku bez kwadracioka się nie obejdzie.

Najlepsze momenty na płycie? Przede wszystkim „Spłonęło mi serce”, a później „Barber core” i „Siwy was innocent”. Castet to estetyka, którą albo akceptujesz albo nie. Nie jest to z pewnością granie dla każdego, ale do mnie trafia w punkt. Chociaż bardziej punktualne wokale byłyby mile widziane, bo miejscami średnio się to klei.

Pasażer dołożył mocnych starań edytorskich pod względem wydania materiału. Srebrzenia na digipaku, gruba książeczka i kilka winylowych edycji płyty. Nawet jest wydana w niewielkim nakładzie kaseta. Po prostu na bogatości. Lipy nie ma.

7,5/10
Castet „Twardsi niż najtwardsza garda”, wyd. Pasażer, listopad 2016

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz