
Zapiski starego pijaka — Charles Bukowski „O piciu” || recenzja
Było „O kotach”, „O pisaniu” i „O miłości” więc przyszła pora na łączący te wszystkie zagadnienia temat i jedną z sił napędowych twórczości Bukowskiego — alkohol. Charles Bukowski zawodowstwo w piciu osiągnął na wiele lat przed pisaniem i miał w tej dziedzinie wiele do powiedzenia. Ale picie było nie tylko hobbystycznym zajęciem i drugoplanowanym bohaterem jego twórczości. Bez niego nie byłoby ani wierszy, ani opowiadań, ani powieści, bo w przypadku Bukowskiego siadanie do maszyny do pisania na sucho przez lata nie zdawało egzaminu.


Wierni klasyce — Bratislavské Dievčatá „Druhý Album” | recenzja
Wbrew temu na co wskazuje nazwa, w zespole Bratislavské Dievčatá żadnych dziewczyn nie znajdziemy… za to trójka dżentelmenów tworzących ten skład pochodzi z Bratysławy. Nieprzypadkowe jest jednak skojarzenie z piosenką graną przez Zóna A, bo zaczerpnięto z niej nie tylko nazwę i podobnie melodyjny styl gry, ale też skład zespołu. Zresztą sam ten numer choć spopularyzowany przez Zónę wzięto z dema „Naša Vec” Krachu z końcówki lat 80. A W Zónie, Krachu i Dievčatach gra na basie jego autor Lump Čupe. Wspierają go perkusista Miko z Zóny A, Lorda Alexa i Barbusa oraz grający na gitarze wokalista Roman z Lorda Alexa. Sami swoi. Zdecydowanie nie jest to gang świeżaków.
Punk rock zmarnował mi życie — „Weltschmerz hardcore” Wojciech Kozielski || recenzja
Jeszcze nie spotkałem się z tym, żeby ktoś o „Weltschmerz hardcore” pisał źle. Ja również nie zasilę grona krytyków, choć otwierający książkę romantyczny wątek odpalił mi w głowie lampkę ostrzegawczą. Nie, że romantyzm jest mi zupełnie obcy, ale obawiałem się, że Wojciech Kozielski przygotował coś na wzór „Xenna moja miłość” Łukasza Gołębiewskiego. Oj nie. Nic z tych rzeczy. Specyficzny wstęp jest tu tylko pretekstem do opowieści o punkowej inicjacji, poszukiwaniu swojej drogi, wierze w marzenia i życiu w imię zasad, których trzymanie się wydaje się w pewnym wieku mocno naiwne. Poza tym jest w tym dziele coś rozczulającego i skłaniającego do refleksji. A to się ceni.
Na poważnie — Nic Śmiesznego „Nihil ridiculum” || recenzja
Tu naprawdę nie ma nic śmiesznego. Niezależnie od czasów, które nie skłaniają do śpiewania o pierdołach podkarpacki skład Nic Śmiesznego liryczny konkret stawia obecnie jako swój wyróżnik. A nie zawsze tak było, bo kapeli, która powstała w 2003 roku, zdarzało się poruszać bardziej przyziemne tematy, ale od tego czasu minęły lata. A lata świetlne dzielą stare i nowe Nic Śmiesznego. Można powiedzieć, że łączy je tylko nazwa, logo i dwa numery ze starego repertuaru. Pozostałe 10 utworów to premiery.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

