Spotkanie z ciekawym człowiekiem — Piotr Pawłowski „Dzienniki basowe” || recenzja

Gdyby ktoś miesiąc temu powiedział mi, że wciągnie mnie autobiograficzna książką biznesmena i basisty nowofalowego Made in Poland to zobaczyłby moje pełne politowania spojrzenie. A jednak wciągnęła mnie. Przeczytałem ją w dwa dni. Choć Piotr Pawłowski i jego zimnofalowe poczynania nigdy mnie nie emocjonowały to książka, w której gawędziarsko-felietonowo-anegdotycznej formie wspomina swoje nie tylko muzyczne życie jest zaskakująco dobra.


To nie ludzie, to zwierzęta! - Moron’s Morons „Looking for danger” || recenzja

Co tu się wydarzyło… Młodzi ludzie bez punkowej siwizny na skroniach, a zamiast ubogiego hip-hopu i obnoszenia się w markowych dresach wyglądają jak obłąkani artyści z Nowego Jorku grając przy tym rock’n’rolla tak jakby XXI wiek w ogóle nie nastąpił, a świat zakończył się wybuchem kokainowej bomby atomowej w 1979 roku. Broń boże, żadni z nich hipisi. Ekipa czerpie garściami z dorobku Dead Boys i tym podobnych składów. Jest głośno, brudno, hałaśliwie i dramatycznie ekspresyjnie. Pisząc o ich poprzedniej EPce wspomniałem, że to idealny podkład do pląsania jak pojebany i synchronicznego oblewania się whisky po rozchełstanej koszuli. W przypadku pełnowymiarowej płyty mogę do pełni obrazu dodać, że robimy to o czwartej nad ranem, z obłędnym wzorkiem i w samych gaciach, które założyliśmy na lewą stronę tydzień temu. Opcjonalnie możemy wykrzykiwać jeszcze „roock’n’rooool” na balkonie.

Warszawskie dzieci z Bullerbyn — Wojtek Friedmann „Baśka” || recenzja

W pewnym wieku człowiek robi się sentymentalny. Swoje szczenięce lata zaczyna wspominać z rozrzewnieniem, a rozliczne upierdliwości nastoletnich czasów przesadnie romantyzuje. Czy to źle? Wcale nie, a w napływających ciepłych falach sentymentalnych historii miło się popluskać. Choćby, żeby poznać nieco inną niż własna perspektywę. Bo wiecie, życie w Rzeszowie w latach 90. to spacer po cienkiej linii nad polem minowym. Jak zatem epokę swojego chłopięctwa opisał warszawiak Wojtek Friedmann? 


Obejrzałem, ale nie wiem o co chodzi - „Kult. Film” || recenzja

Kinowy film o Kulcie. Cholera, czujecie ten rozmach? To naprawdę coś dużego. Wprawdzie do kina nie zdążyłem się wybrać, ale jak wyszło DVD to musiałem obejrzeć. Nie żebym był fanatykiem czy kult-turystą. Szacun dla twórczości Kazimierza mam z osiedla, gdzie słuchali go wszyscy. Kult, Kazik i KNŻ leciał na każdej imprezie i wyjeździe w nastoletnich latach. Nie było to takie złe. Można trafić w znacznie gorsze towarzystwo. Wyobraźcie sobie, że Wasi znajomi katują Malika z Montany — lepiej siedzieć w domu. Wracając do filmu, była ekscytacja, co Olga Bieniek w nim pokaże. Zdjęcia powstawały w latach 2013-2019, a do tego archiwalia. Czyli materiału musiała być cała masa.